tomaszwyka

Co w końcu zabija? Wódka, BMW czy człowiek?

wypadek

Co w końcu zabija? Wódka, BMW czy człowiek?

Po wypadku do jakiego doszło 1 stycznia 2014 w Kamieniu Pomorskim w którym pijany kierowca BMW zabił 6 osób zadałem takie pytanie na Facebooku i Twitterze

Pytanie zadane trochę niefortunnie bo oczywiście zabija człowiek ale spróbujmy poszukać przyczyn i być może rozwiązań.

Dziś rano na Twitterze rozpoczęła się dyskusja (na szczęście pomimo różnicy zdań kulturalna), która wyklarowała nam kolejną odpowiedź – nieprzestrzeganie przepisów.
Zastanówmy się więc co zabija ludzi na polskich drogach:
1. wódka?
2. BMW?
3. nieprzestrzeganie przepisów?

Przyczyna nr 1 – alkohol – jest oczywista. W weekendy zwiększonego ryzyka czyli różne święta państwowe czy kościelne (bez różnicy bo Polak musi się nachlać bez względu na okazję i to czy zamierza wracać samochodem czy taksówką) Policja zatrzymuje kilkuset pijanych kierowców, kilku powoduje wypadki (często śmiertelne) a pewnie za kółko wsiada kilka tysięcy ale im udaje się uniknąć kontroli i dojechać szczęśliwie do domu.

Po pijaku nie tylko nie powinniśmy jeździć…

Odpowiedź: Tutaj nie ma o czym dyskutować – wódka zabija – koniec kropka.

Przyczyna nr 2 – BMW – Niektórzy kierowców BMW widzą tak

Ale kierowcy BMW tych wypadków powodują stosunkowo niewiele. Polecam przeczytać wpis na Prentki-BLOG.

BMW to marka produkująca bardzo dobre, porządne i mocne samochody w dodatku duży procent tych aut to auta tylnonapędowe.
Jest to marka budząca skrajne emocje – na nowe niewielu stać a starymi jeżdżą młodzi gniewni którzy kupują za kilka tysięcy złotych 15-letnie sztuki. Człowiek taki nie ma doświadczenia jako kierowca ale ma przeświadczenie o własnej zajebistości i fajną laskę na fotelu pasażera – to w połączeniu z mocą i tylnym napędem tworzy mieszankę wybuchową która jednak zazwyczaj kończy się na parkingu kręceniem „bączków” a więc nieszkodliwie.

Odpowiedź: Nie, BMW nie zabija. Zabija brak wyobraźni, umiejętności i głupota.

Przyczyna nr 3 – nieprzestrzeganie przepisów – to można by rozbić na kilkaset przypadków, przykładów i napisać o tym książkę… co najmniej trylogię.

Przepisy jakie są każdy wie. Jedne są zasadne inne nie. Spróbuję podać kilka przykładów.

a. kierunkowskazy – niektórzy uważają, że trzeba ich używać zawsze i bezwzględnie. Moim zdaniem to dobry nawyk aby tak robić ale jeśli informacja o tym, że skręcamy nie dotyczy nikogo innego na drodze to jeśli tego nie zrobimy nie spowodujemy zagrożenia na drodze. Musimy mieć jednak pewność, że faktycznie nasz „migacz” nie dotyczy innych a żeby mieć taką pewność musimy to sprawdzić. Śmiem twierdzić, że osoba która przed skrętem zamiast bezmyślnie włączyć kierunkowskaz dokładnie się rozejrzy i ustali w jakiej sytuacji się znajduje stwarza mniejsze zagrożenie, jest czujniejsza i widzi więcej od takiej, która ten kierunkowskaz włączy zupełnie nie zastanawiając się czy jest to potrzebne.

b. znak STOP i „zielona strzałka” – czy musimy zawsze się zatrzymywać? Moim zdaniem nie chociaż nie namawiam do tego (możecie dostać mandat). Kiedy skrzyżowanie ma doskonałą widoczność i widzimy, że możemy jechać to nie ma sensu się zatrzymywać – wystarczy zwolnić bo zatrzymanie, kiedy jest to zbędne może spowodować niebezpieczeństwo – np. kierowca za nami wjedzie nam w „dupsko” bo uzna, że skoro jest pusto i można jechać to nikt nie wpadnie na pomysł aby się zatrzymać – oczywiście wina będzie tego który nam wjedzie w tył a nie nasza ale stłuczka to stłuczka, zmarnowany czas, stres a często powikłania zdrowotne – pamiętajcie, że na drodze nie jesteśmy sami a zasada ograniczonego zaufania powinna być jedną z najważniejszych. Nie ufajmy innym, nie wierzmy, że zatrzymają się przy znaku STOP.
Jeśli nawet ta sytuacja nie doprowadzi do stłuczki to spowoduję u części kierowców, którzy jadą za nami zdenerwowanie i irytację co kilka kilometrów dalej może przerodzić się w tragedię.

c. prędkość – kto jej nigdy nie przekroczył niech dalej nie czyta. Niedostosowanie prędkości do warunków na drodze to najczęstsza przyczyna wypadków w Polsce. Nie chcę się rozpisywać nad zasadnością niektórych ograniczeń prędkości bo naprawdę mam wrażenie, że w niektórych miejscach to osoby decydujące o stawianiu ograniczeń były pod wpływem alkoholu, kiedy to robiły.

Co przemawia za jeżdżeniem powoli?
– w razie wypadku jego skutki będą łagodniejsze
– w trudnych warunkach (deszcz, śnieg, mgła) zmniejszamy ryzyko kolizji, wypadnięcia z drogi, itd.

Co przemawia za szybszą jazdą? (kiedy warunki na to pozwalają)
– jadąc szybko (często szybciej niż zezwalają ograniczenia) unikamy sytuacji w której ktoś nas wyprzedza.
Przykładowo jedziemy przez osiedle gdzie wolno nam jechać 20km/h. Jeśli będziemy tyle jechać to co chwilę ktoś nas będzie wyprzedzał i dziecko, które widzi nas jadących wolno pomyśli, że zdąży ale nie zdąży bo gdy już dziecko będzie na środku jezdni my zostaniemy wyprzedzeni a dziecko zostanie rozjechane. Czasami lepiej trochę przyspieszyć i tym samym zmniejszyć prawdopodobieństwo wypadku.
– jadąc szybko i sprawnie nie denerwujemy innych przez co i oni jadą bezpieczniej bo należy pamiętać, że wydarzenia na drodze to często reakcje łańcuchowe (ty kogoś przepuścisz i pozwolisz mu się włączyć do ruchu to ten ktoś wpuści kogoś innego kiedyś a ten ktoś kiedyś wpuści Ciebie)

Nie namawiam do łamania przepisów ale do zdrowego podejścia do życia. Nie bądźmy maszynkami, które ktoś zaprogramował. Za kółkiem przede wszystkim używajmy mózgu i kiedy trzeba zwolnijmy, ustąpmy pierwszeństwa (może ktoś wiezie rodzącą żonę do szpitala?) i zamiast rozglądać się za znakami to obserwujmy drogę i jej otoczenie bo tam często znajdziemy więcej wskazówek niż na znakach.
Pamiętajmy też aby odstawić telefony na bok (sam mam z tym problem ale się staram), Facebook i Twitter nie uciekną :)

Ciekawostka: będąc w Nowym Jorku trafiłem na taką „reklamę”

tweet

Więcej wyobraźni, zrozumienia i kultury (nigdy nie wiadomo dlaczego ktoś jedzie tak a nie inaczej) a mniej pieprzonej poprawności politycznej.

Na koniec film na którym obaj kierowcy zachowali się beznadziejnie.
Kierowca TIRa jedzie za szybko i trąbi jak pajac.
Kierowca Audi wymusza pierwszeństwo (gdyby jednak TIR jechał wolniej to by nie wymusił) i zachowuje się agresywnie wobec kierowcy TIRa (zapewne dlatego, że tamten trąbił). Ten z TIRa mógł po prostu zwolnić a ten z Audi przeprosić. Byłoby milej, bezpieczniej i szybciej dla wszystkich.

  • tomaszwyka

    Nie poruszyłem w ogóle tematu co robić i jak karać kierowców aby jak najbardziej zminimalizować ryzyko wypadków. Sam mam dość radykalne poglądy ale chętnie wysłucham Waszych pomysłów i opinii.

    • Jacek Zięba

      Moim zdaniem, w przypadku, kiedy kierowca ma powyżej promila alkoholu we krwi, powinien mieć zabrane na 15 lat prawo jazdy i dużą karę pieniężną. Obowiązkowe szkolenia też nie byłyby złym pomysłem dla tego typu kierowców. Natomiast za zabicie człowieka jadąc po pijaku przynajmniej 25 lat w pierdlu, bez zawiasów.

      • tomaszwyka

        Zabranie prawka nic nie daje – jak ktoś jeździ pijany to i bez prawka będzie jeździł. Moim zdaniem kara powinna być taka: konfiskata auta, wysoka kara i przymusowe prace społeczne.

        Co do ograniczeń i znaków to całkowicie się zgadzam. Jak będą przemyślane i z głową to aż przyjemnie się będzie ich przestrzegać :)

        Mentalność… no comment :D

        • Jacek Zięba

          Ja generalnie jestem zdania, że przetrzepania kieszeni i prace społeczne to dwie najlepsze kary, które mają sens i bardzo bolą tego, kogo dotyczą. Jaki jest sens, że oszusta podatkowego wsadzimy do więzienia? Żaden. Jednak jak dostanie kolosalną karę finansową i będzie musiał przez dwa lata czyścić kible w szaletach to będzie przynajmniej z niego pożytek.

          To jest w tym kraju chore, że ten kierowca który przejechał dzieci, będzie teraz utrzymywany w więzieniu z moich, Twoich i rodziców tych dzieciaków pieniędzy. On powinien zarobić na siebie, na swoje utrzymanie w więzieniu. To akurat mnie się podoba w USA, że są stany, gdzie więźniowie normalnie pracują. Z tego co wiem, 90% zapalniczek Zippo jest robionych przez więźniów, a to tylko jeden przykład. Tak samo któraś aktorka za jazdę po pijaku dostała 200h robót publicznych, co ją bardziej zabolało niż nawet 100000$ kary.

          • Tomasz Wojtkowiak

            W Polsce więźniowie też pracują, co więcej większość bardzo chętnie, bo mają jak zabić czas i zarobić kilka złotych (większość ich pensji jest zabierana, ale zostawia się im kilkadziesiąt złotych miesięcznie). Sęk w tym, że w Polsce praktycznie nie ma firm chętnych do zatrudnienia więźniów, bo to nie jest takie proste.

          • Jacek Zięba

            Zawsze można coś wymyślić. Odśnieżanie, dbanie o zieleń, praca na wysypisku – pomysły można mnożyć i byłyby one dla podatników tylko korzystne. Nie mówię, że mordercy mają wychodzić z celi, ale niektórzy więźniowe z pewnością.

          • Adam

            Powinni zapieprzać w miejscach publicznych tak jak to w USA jest

          • Krzysztof Lancaster Kotkowicz

            Już od 3 lat więźniom nie jest zabierana większość pensji. Kiedyś więzień zarabiał połowę najniższej krajowej, od 3 lat zarabia najniższą, przez co faktycznie odsetek firm chętnych do zatrudniania spadł.

      • Tomasz Wojtkowiak

        Zaostrzenie prawa nic nie da. Obecnie możesz dostać grzywnę 100 tysięcy i 15 lat więzienia i co?
        Konfiskata auta to czysty populizm, a co z autami nie należacymi do sprawcy (pożyczonymi, leasingowanymi etc). Ich nie będzie można odebrać, co w Polsce szybko zostałoby wykorzystane.

        Przede wszystkim trzeba edukować ludzi, namawiać ich do reagowania. Praktycznie każdy pijany kierowca był wcześniej przez kogoś widziany, kto mógł zareagować przed tragedią. Jednakże, wbrew temu co wypisuje się w internecie, w Polsce, zwłaszcza poza dużymi miastami, istnieje gigantyczne przyzwolenie na jazdę na drugim gazie. Wynika to z wielu rzeczy, nie tylko z tradycji, ale choćby z tego, że poza miastem nie ma alternatywy dla samochodu (mam dom rekreacyjny w miejscowości, 100 km od Poznania, gdzie do najbliższego PKSu jest prawie 8 km!). W efekcie powstaje łatwe tłumaczenie: „no jak on miał wrócić do domu”.

        • tomaszwyka

          Moich skrótów myślowych nie można traktować jak projektu ustawy :)
          Jest potrzeba wiele zmian nie tylko prawnych ale i społecznościowych (co już napisałeś).
          Jednak prewencja prewencją a karanie karaniem.

  • Nie rozumiem trochę argumentu z kierunkowskazem. Jasne, że nie jest w żaden sposób niezbędny jeśli jedziesz po pustym mieście albo autostradzie, na której od 50 km nikogo nie minąłeś, ale właściwie co szkodzi go pyknąć palcem? Przecież to nie wymaga nawet myślenia – to się robi całkowicie automatycznie :-)

    Argumentów za szybsza niż przepisowa jazda też nie rozumiem. W pierwszym opisanym myślniku tak naprawdę najlepszym rozwiązaniem jest jechanie 20 km/h po środku drogi i zjeżdżanie tylko jak nadjeżdża coś z naprzeciwka. Jeśli kierujemy się dobrem dziecka, to w takim właśnie przypadku ma największą szansę na przeżycie, a wszyscy poruszają się zgodnie z przepisami. Jeśli taka opcja odpada, to w tym przypadku podawanie zwiększenia prędkości jako rozwiązania tego problemu jest dorabianiem szlachetnej ideologii do szybkiej jazdy.

    Żeby nie było – nie mówię o jeździe 25 km/h, tylko o jeździe 40+ na tym przykładowym ograniczeniu do 20. U mnie przed domem jest 30, a wszyscy jadą około 40-50 albo i więcej, nie patrząc na to, że są przejścia. Może i bym na to tak nie reagował, gdyby nie to, że ostatnio auto na przejściu prawie przejechało mi po palcach, co na szczęście zakończyło się jedynie mocnym butem w odjeżdżający błotnik i mam nadzieję, że jakąś nauczką dla kierowcy :)

    „jadąc szybko i sprawnie nie denerwujemy innych przez co i oni jadą bezpieczniej”

    Pytanie o jakim „szybko i sprawnie mówimy”. Jeśli o np. 60 na 50 w „ok” warunkach drogowo-pogodowych, to dlaczego nie, ale też chyba nie słyszałem, żeby ktoś kiedyś zatrąbił na kogoś, kto tak jechał, a i fotoradary mają chyba taki mniej więcej dopuszczalny limit, więc brzmi prawnie ok. Za to jeśli chodzi np. 80 na 50 przy średnich warunkach, to nie wiem o co chodzi z tym bezpieczeństwem.

    Rozumiem, że można się denerwować na kogoś, kto zajmuje całą szerokość drogi jadąc 30 na 50tce, ale jeśli ktoś będzie na mnie trąbił kiedy jadę np. 50-60 na 50, to zasługuje na środkowy palec i to właśnie dostaje :-)

    • tomaszwyka

      1. argument z kierunkowskazem podałem ponieważ na Twitterze kilka osób mocno się przyczepiła do tego jakby to był jakiś kluczowy element ratujący życie. Nie mówię, że złe jest sygnalizowanie bez potrzeby – jest to obojętne bo i tak nikt nie widzi czy skręcamy czy nie.

      2. Jeśli jechałbyś 20km/h środkiem drogi to doprowadził byś do białej gorączki tych jadących za tobą i prędzej czy później ktoś by Cię wyprzedził, zatrzymał i wytłumaczył po swojemu jak się jeździ – to by spowodowało jeszcze więcej zagrożenia.

      3. Ja nie argumentuję za tym aby jeździć szybciej tylko za tym aby używać mózgu i wtedy kiedy można pojechać trochę szybciej a wtedy kiedy nie można zwolnić. Takie miejsca jak przejścia dla pieszych czy okolice szkół to naturalne że należy zwolnić i się zatrzymać jeśli widzimy, że ktoś chce przejść – tego wymaga kultura a nie przepisy.

      4. „Szybko i sprawnie” – już tłumaczę. „Szybko” to dla mnie może być i 100 na 50 jeśli to 50 ma się nijak do warunków.
      http://pawellipiec.natemat.pl/46775,50-km-h-ograniczenie-jest-tak-absurdalne-ze-nikt-go-nie-przestrzega

      „Sprawnie” to np. nie zatrzymywanie się na każdym STOPie czy zielonej strzałce jeśli nie jest to potrzebne czyli w warunkach doskonałej widoczności skrzyżowania i braku innych pojazdów, którym powinniśmy ustąpić pierwszeństwa.

      5. Na agresję (trąbienie) reagujesz agresją (środkowy palec). Pewnego dnia się możesz zdziwić jak po wymianie takich uprzejmości, ktoś Cię wyciągnie z auta. Wtedy palec nie pomoże.

  • Przekraczanie prędkości to zmora naszego narodu. Widziałem wiele głupich tłumaczeń, dlaczego warto to robić (hint: w 99% nie warto) i zgadzam się w pełni z komentarzem Piotra. Jednak chciałbym poruszyć tutaj inną kwestię. Nie raz na Twitterze czy jakichś blogach czytałem, że „mając odpowiedni samochód mogę jeździć szybciej”. Moim zdaniem, za takie słowa powinno być zabierane prawo jazdy. I samochód. I lodówka. Zgadzam się, że mając eMkę czy Mercedesa AMG producent wyposaża nas w dużo lepszy układ kierowniczy, zawieszenie i hamulce. To czego nie daje to narzędzie do przyspieszania czasu reakcji, ten pozostaje taki sam (albo nawet gorszy niż w przypadku kierującego „zwykłym” samochodem). Te osoby zapominają, że jadąc szybciej automatycznie droga, którą przejadą nim zdążą zareagować nim zobaczą utrudnienie będzie dużo większa od drogi przebytej przez samochód jadący prędkością dozwoloną. Również siła potrzebna do wyhamowania będzie nieproporcjonalnie większa (musimy wytracić energię kinetyczną, która zależy nie od prędkości, a od kwadratu prędkości!). Sam szukając teraz dla siebie samochodu kręcę się właśnie w rejonie „ulepszonych” wersji, głównie ze względu na bezpieczeństwo.

    Inna sprawa, że nie rozumiem kompletnie, dlaczego samochody w ogóle mogą jeździć te 250 km/h. Jest bardzo niewiele miejsc na świecie, gdzie taką prędkość można bezpiecznie rozwinąć. Dużo bardziej podoba mi się podejście Japończyków, którzy sprzedają samochody ograniczone fabrycznie do 180 km/h.

    Chciałbym jeszcze czepić się sprawy poruszania się po mieście. Fajnie ująłeś Tomku to „szybko i sprawnie”. Jeżeli się rozumiemy, to to jest klucz do bezpiecznej jazdy w mieście. Gdy zmieni się światło na zielone, mijają sekundy zanim wszyscy ruszą, ponieważ ten manewr rozpoczynamy, gdy osoba przed nami odjedzie. Żeby było śmieszniej, wiele osób później pędzi na złamanie karku, lawirując między samochodami i śmigając na początkach czerwonego światła. Wcześniej im się tak nie spieszyło. Wisienką na torcie jest jednak moment, w którym spokojnie wyprzedzam takiego delikwenta, którego zatrzymał korek na źle wybranym pasie.

    Samochody to bardzo niebezpieczne narzędzia, które, moim zdaniem, są dostępne dla zbyt wielu osób. Gdybym miał decydować o sposobie na walkę z wykroczeniami na drodze, zacząłbym od zaostrzenia wymogów, które trzeba spełnić aby dostać prawo jazdy. Kolejnym punktem byłoby zaostrzenie kar dla tych, którzy jeżdżą bez koniecznych dokumentów. Na samym końcu, zmniejszyłbym dopuszczalną zawartość alkoholu we krwi kierowcy do 0 a tym, którzy nie będą się do tego stosować zabierał prawa jazdy a następnie kierował na prace społecznie. Nie byle jakie, ale takie, gdzie zobaczą na własne oczy skutki jazdy po alkoholu.

    • Marek Popynek

      Michał zadam Ci kilka pytań jeśli mogę :)
      1. ile lat masz prawo jazdy
      2. ile kilometrów rocznie przejeżdżasz?
      3. czym jeździsz?
      Pytam bo wypowiadasz się jakbyś był kierowcą z wieloletnim stażem z co najmniej milionem kilometrów na karku jeżdżącym 2-3 letnim autem z 300 konnym silnikiem :)

      Jeśli uważasz, że lepszym autem nie można szybciej jechać niż autem gorszym to jesteś w wielkim błędzie. Jest oczywiście granica przy której już nie ma znaczenia czym jedziesz bo i tak wypadniesz z drogi czy nie wyhamujesz ale proszę Cię żebyś nie pisał takich głupot.

      Sprawa maksymalnej prędkości to kolejna w której nie masz racji. Ograniczenie do 250km/h stosuje część producentów w ramach umowy wg. której postanowili zaprzestać wyścigu na prędkość maksymalną :)
      Japońskie samochody nie mają ograniczeń do 180km/h chyba że w Japonii ale tego nie wiem. Wystarczy spojrzeć na Subaru czy Mitsubishi a nawet Toyotę jakie mają prędkości maksymalne, ile mocy, itd.

      Szybko i sprawnie w Twoim opisie jest dla mnie trochę niezrozumiałe więc nie skomentuję.

      Michale zgadzam się z tym co piszesz na temat zaostrzenia wymagań na prawo jazdy ale to nie rozwiąże problemu. Najgorsze są głupota, cwaniactwo i chamstwo (np. wspomniany przez Piotra środkowy palec).

      • 1. Niecałe 2, jeżdżę od lat… chyba 9. Oczywiście, nie po drogach publicznych, ale wiem, jak i kiedy jaki samochód się zachowa.
        2. Nie mam pojęcia, nie liczę tego.
        3. Czym popadnie. :)

        Oczywiście, nie mówię, że lepszym autem nie można jeździć szybciej. Skrytykowałem tutaj podejście wielu osób, które uważają że wszystko mogą bo mają lepsze samochody. Tak jak napisałeś, jest ta granica.

        W przypadku prędkości maksymalnej, nie zastanawiam się dlaczego jest to akurat 250 km/h, tylko dlaczego w ogóle mamy do dyspozycji takie prędkości, skoro nigdzie ich nie wykorzystamy legalnie ani tymbardziej bezpiecznie? Ograniczenie do 180 km/h obowiązuje na rynku japońskim. Nawet ponad 500-konny Nissan GT-R jest zablokowany do 180 km/h, właśnie dlatego, że szybciej nie ma gdzie jeździć.

        • Stefan Niewiadomski

          Ciekawe z tą Japonią. Czy tam są takie ograniczenia gdzieś jak 180? Bo jeśli nie to to ich 180 jest takie jak nasze 250… umowne :)

    • Adam

      Panie Michale oczywiste jest że lepszy samochód pozwala nam bezpieczniej jechać z wyższą prędkością. Tu nie ma o czym dyskutować. Tak samo lepszy kierowca może pojechać szybciej. Problem powstaje gdy kierowca myśli że jest dobry kiedy nie jest i kiedy myśli że ma dobry samochód kiedy go nie ma.

      • Sandy Lu

        Dlatego powinniśmy od poprawy stanu dróg i przepisów tak aby nie irytowały i nie stwarzały zagrożenia

      • Nie Panie, jestem Michał i tyle. :) Tak jak pisałem poniżej, nie uważam, że lepszy samochód nie pozwala na szybszą jazdę. Przeciwnie – taki samochód jest bezpieczniejszy, szczególnie w momencie, gdy potrzeba szybko coś wyprzedzić. Krytykuję natomiast podejście niektórych osób piszących, że mając lepszy samochód *automatycznie* więcej mogą.

    • tomaszwyka

      Michał każdy Mercedes, BMW czy Audi ma o niebo lepsze parametry prowadzenia, hamowania czy przyspieszania od Opla, Forda czy Skody. To powoduje, że ludzie jeżdżą tymi autami szybciej ale niestety nie każdy właściciel lepszego auta potrafi ocenić poprawnie sytuację na drodze i warunki pogodowe a co gorsza nie ma odpowiednich umiejętności. Ale wypadki się zdarzają i przy przepisowych prędkościach. Nic na to nie poradzimy.

      Ograniczniki w autach są po to aby auto nam nie „odfrunęło”.
      Powyżej pewnych prędkości należy mieć odpowiednio przygotowane auto (areodynamicznie, opony, hamulce, itd.)
      Z tą Japonią to ciekawostka :)

      Szybko i sprawnie to znaczy, że kiedy zapala się zielone to ruszamy płynnie a nie wbijamy jedynkę i się zastanawiamy co dalej, nie zatrzymujemy się gdy nie musimy, itd. Takie zwykłe nie zamulanie – Ty w Warszawie powinieneś wiedzieć o co mi chodzi bo kiedy wjeżdżam do Warszawy to jestem wdzięczny za to że nie muszę tam mieszkać i jeździć. Gorsza jest chyba tylko Łódź :)

      Samochody to faktycznie niebezpieczne narzędzia ale i noże takie są.
      Kary i mandaty bym zaostrzył ale najpierw lepsze drogi, mniej znaków, mniej ograniczeń, wyższe limity prędkości (z głową). I oczywiście zgadzam się z ZERO alkoholu. Absolutne i bezwzględne.

      • No i widzę, skąd to nasze dzisiejsze nieporozumienie – ja w Warszawie często bywam, ale na co dzień mieszkam we Wrocławiu. :) Co do szybkiego i sprawnego, w pełni się zgadzamy.

        Co do prędkości maksymalnej samochodu, moim zdaniem one są za wysokie. Niepotrzebnie. Można by spokojnie je zmniejszyć do 200 km/h, albo i niżej.

        • tomaszwyka

          Ja natomiast 4-5 razy w tygodniu w Łodzi i 1-2 razy w miesiącu w Warszawie.
          A prędkość maksymalna… jeżdżę do Niemiec dość regularnie i tam na autostradach średnio jeżdżę 200-250 w zależności od warunków. Jeszcze sporo jest miejsc gdzie nie ma ograniczeń i jest naprawdę przyjemnie. Przy czym muszę zaznaczyć, że nie jestem najszybszy i nie jedno AMG mi pokazało gdzie raki zimują :)